Jakiś czas temu odkryłem coś, dzięki czemu zacząłem wierzyć w to, że mogę wszystko (naprawdę). Nie było to zwykłe odkrycie, nie było to odkrycie takie jak wszystkie inne. Po prostu różniło się tym, że w odróżnieniu od innych, te mnie cholernie zmotywowało do działania.
Początkowo nie wiedziałem o co tak naprawdę chodzi. Po prostu ktoś polecił mi film, który miał wytłumaczyć wszystko. Zacząłem oglądać 'Secret', w prawdzie mówiąc nie widziałem w tym najmniejszego sensu, przecież to był zwykły film dokumentalny, a na dodatek miałem tak zwyczajnie 'zaufać' słowu osoby, z którą nawet nie zamieniłem słowa. Jednak gdzieś w głębi czułem, że to coś pomoże mi w realizowaniu moich celów.
Po obejrzeniu Być może nie byłem zszokowany, jednak trochę zaskoczenia było. Właściwie trudno opisać czego dotyczy film. Raczej trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć. Mówi on o tym jak nasze myślenie może zmienić kolej rzeczy. Nasza podświadomość daje nam wybory. Jeśli po prostu głęboko w coś wierzymy i tak naprawdę wiemy, że to się spełni to tak też się stanie. Jednak to wszystko maleje, kiedy pojawiają się wątpliwości. Wystarczy, że będziemy nie co bardziej negatywnie myśleć lub też nie odpowiednio (np. 'nie chcę być chory), wtedy prawdopodobieństwo tego, że zachorujemy kilkakrotnie się zwiększa. Tak jakbyśmy już się do tego przygotowywali. Czytaj dalej...
Kiedy zaczynam pisać jest godzina 4:00 nad ranem. Właściwie jeszcze półgodziny wcześniej smacznie spałem. Niby znikąd przebudziłem się z bólem głowy. Nie jest to zwykły ból, bo w głowie nie daje myśleć spokojnie jedna rzecz jaką jest MATURA. Wiem, że wcześniej coś mi się śniło, zapomniałem już co, ale wiedziałem jedno, że to jest ta chwila, kiedy powinienem napisać.
Jak to się zaczęło Jest czwartek, dzień przed zakończeniem roku szkolnego. Ogarnia mnie niesamowita radość, czuję się jakbym mógł zwojować cały świat. Jestem szczęśliwy, jutro dostanę do ręki świadectwo i będę mógł prawie pożegnać się z tą szkołą. O maturze staram się jeszcze nie myśleć. Wiem, że jutro i w pojutrze czekają mnie dwa dni ostrego melanżowania. Na razie to mój jedyny cel.
Przychodzi piątek. Szybkie rozdanie świadectw i rozchodzimy się do domu. Tę część każdy chciał mieć już za sobą. Przecież to tylko zwykła formalność. Prawdziwa zabawa zacznie się wieczorem, kiedy z klasą planujemy robić ogródkową imprezę. Ten dzień jak i następny był naprawdę pokręcony, jednak moje wariactwa s tych dniach nie są tutaj ważne. Warto jedynie dodać, że imprezowanie z klasą było lekkim nie wypałem. Chyba wszyscy w jakimś większym lub mniejszym stopniu mieli już każdego po dziurki w nosie. Po tych trzech latach nauki, jednak trzeba chwilę od siebie odpocząć.
Niedziela. Wstaję z okropnym bólem głowy i uczuciem suchości w gardle. Czuć, że sobotnia biba już w innym towarzystwie była naprawdę udana. Robię jajecznicę i piję dużo, dużo wody nie gazowanej, podobno to najlepiej pomaga na taki stan rzeczy. Dodatkowo rodzice zaczynają swoją standardową gadkę, że już mógłbym przestać imprezować, a wziąłbym się za naukę. Z łatwością łapię „moralniaka”, gdzieś w podświadomości odkrywam ten lęk i jak zwykle sobie obiecuję, że jutro zaczynam ostre przygotowania. Plany są wielkie, przecież to decydujący tydzień w moim życiu, właściwie jeszcze nie ten, a następny, ale o tym przekonam się w najbliższym czasie. Jakoś wytrwałem ten pieprzony dzień, jakim była niedziela.
Wielki Tydzień „Przygotowań” Czuję się wypoczęty, wręcz jestem idealnie nastawiony do tego, żeby się uczyć. Trzeba przecież przygotować jeszcze prezentację maturalną z której mam jedynie ogólny zarys, bibliografię i jakiś tam prowizoryczny plan. Ale zaraz, zaraz co się dzieję? Okazuje się, że ten dzień przeminął jak z wiatrem. Zresztą jak i następny.
„Candy" Kevin Brooks. Właściwie żałuję, że zobaczyłem ten zwiastun. Żałuję, że później tak jakby od niechcenia przeczytałem pierwszy rozdział książki. Wpadłem w pułapkę...
Zazwyczaj jest tak, że pierwszy rozdział trzeba przeboleć. Trzeba przetrwać, aby książka wciągnęła w tych następnych. Tutaj było inaczej, nie wiem co sprawiło, ale oniemiałem z wrażenia, kiedy nagle zabrakło stron do przewijania. Kiedy w jednej chwili zrozumiałem, że to już koniec rozdziału. Pomyślałem - jak to możliwe!? Na dodatek w takiej chwili. Pojawiło się pytanie -co teraz zrobię? Przecież to był tylko ten jeden, reprezentacyjny rozdział. Już zrozumiałem. Książkę będę musiał w jakiś sposób zdobyć...
Zaraz, zaraz może krótko ten szykujący się bestseller przedstawię. Na pierwszy rzut oka, zwykła opowieść. Młody chłopak, z którym raczej utożsamiać się już nie mogę spotyka młodą dziewczynę. Tak o niej pisze:
„Uśmiechała się do mnie. Był to jeden z tych uśmiechów, które drążą ci dziurę w sercu - usta, białe zęby, błyszczące oczy... Boże, jak ona się uśmiechała! Stałem jak zaczarowany. Nie byłem w stanie się poruszyć. Mogłem tylko trwać i wpatrywać się w nią, we wszystko naraz: jej twarz, usta, policzki, ciemne migdałowe oczy. Jej szyję, nogi, figurę. Białą skórę. Błysk kasztanowych włosów związanych w kucyk..."
Widać, że Joe (tak miał na imię) oniemiał z wrażenia. Nawet się nie spodziewa jaką niespodziankę zgotuje mu jeszcze los. Pierwsze, przypadkowe spotkanie, kiedy to dziewczyna sama zagadnęła można by było uznać za fiasko...