Drugie urodziny bloga
Na urodziny przygotowałem dwa artykuły. Ten jest luźnym przemyśleniem, takim urywkiem pewnych myśli, które wytworzyły się parę dni przed.
Mijają drugie urodziny bloga. Idealny czas, żeby się zmobilizować i dalej, jeszcze więcej pisać. Tak, tak, zaczynają się wakacje! Minęła pierwsza część sesji, która skończyła się w nieco dziwnej atmosferze, gdzie trudno było nie zauważyć rozczarowania rodziców. Kampania wrześniowa i przygotowania do niej będą przemiłe ;).
Nie przejmuję się tym, sam wybrałem taki sposób nauki i myślę, że sobie poradzę, nie ma innej opcji.
Nigdy nie byłem geekiem, nerdem, czy też innym przypadkiem specyficznego Internauty. Lubię imprezować, choć czasami bardzo łatwo stracić umiar. Tak łatwo przekroczyć granicę, gdzie później nie ma prostej drogi powrotu. Zupełnie, jak emigracja. Łatwo wyjechać, uciec, ale ciężko powrócić na dobrą drogę.
Nie jestem typowym blogerem*. Fakt, lubię pisać, lubię uciec od tego wszystkiego, co związane jest ze zwykłym światem. Czasem zdarza się częściej myśleć o tym wszystkim co dzieje się tutaj, w tym niezwykłym miejscu, niż tam za oknem. W końcu przebywamy w krainie, której tak wielu nie rozumie. W krainie, gdzie tak wielu czuje się nieswojo, zupełnie jakby byli intruzami. Nie potrafią się przystosować, opanować wielu zasad. Korzystają, choć nie potrafią i jeszcze raz powtórzę: NIE ROZUMIEJĄ.
*typowy bloger - jest w ogóle jakaś ogólna definicja ;)?
Blog stał się dla mnie czymś ważnym. Jest tematem do rozmów z wieloma osobami. Można się nim czasem polansować. Czasem pochwalić, jak to można na nim "pozarabiać", co zaś dla innych staje się podstawowym wyznacznikiem wartości tego specyficznego miejsca.
Co raz częściej o blogu rozmawiam z dziewczynami. Zdziwienie, niedowierzanie. Nagle nowe spojrzenie na moją osobę. Z kogoś, kto wydawał się zwykłym typem, który lubi pójść na imprezę, potańczyć, zabawić się z dziewczynami, staję się kimś o zupełnie innej wartości.
Pojawia się pojęcie indywidualności. W końcu robię coś odmiennego.
Na początku nie spodziewałem się takiego efektu. "Efekt bloga", w rozmowie jest czymś fajnym, choć to nie jest puste gadanie o samym blogowaniu, bo w końcu to coś więcej. I właśnie trzeba wykazać te WIĘCEJ.
Myślę, że wystarczy. W końcu czeka na Was podsumowanie dwóch lat blogowania. O planach nic nie będzie. Nie ma takiej. Blog tworzony jest na spontanie, co będzie, to będzie. W końcu w blogowaniu, gorzej niż w prawdziwym życiu, nie można się niczego spodziewać. A plany zazwyczaj kończą się lipnie ;).
Na urodziny przygotowałem dwa artykuły, w końcu to drugie urodziny ;). Ten jest luźnym przemyśleniem, takim urywkiem pewnych myśli, które wytworzyły się parę dni temu.
Mijają drugie urodziny bloga. Idealny czas, żeby się zmobilizować i dalej, jeszcze więcej pisać. Tak, tak, zaczynają się wakacje! Minęła pierwsza część sesji, która skończyła się w nieco dziwnej atmosferze, gdzie trudno było nie zauważyć rozczarowania rodziców. Kampania wrześniowa i przygotowania do niej będą przemiłe ;). Nie przejmuję się tym, sam wybrałem taki sposób nauki i myślę, że sobie poradzę, nie ma innej opcji.
Nigdy nie byłem geekiem, nerdem, czy też innym przypadkiem specyficznego Internauty. Lubię imprezować, choć czasami bardzo łatwo stracić umiar. Tak łatwo przekroczyć granicę, gdzie później nie ma prostej drogi powrotu. Zupełnie, jak emigracja. Łatwo wyjechać, uciec, ale ciężko powrócić na prawidłową drogę.
Nie jestem typowym blogerem*. Fakt, lubię pisać, lubię uciec od tego wszystkiego, co związane jest ze zwykłym światem.
Industriada. Działo się! Elektrociepłownia w Bytomiu
Zaczęło się od podróży kolejką wąskotorową. Nie było tłumów, choć kolejka była darmowa. Dość spokojnie dojechałem na miejsce.
A tam była niezła zabawa!
Jakiś koleś bawił się w "Jestem Hardcorem"
Dziecięca wyobraźnia nie zna granic. Zbudowane Zoboty doskonale, to przedstawiają.
W tym miejscu kończą się moje fotografie, w środku trudno było zrobić jakiekolwiek dobre zdjęcie. Niestety brak własnego aparatu dało się we znaki. Z tego powodu pozwoliłem sobie pożyczyć jedno zdjęcie od Marcina Nowaka, autora tego tekstu:
W środku elektrociepłowni, w wielkim magazynie było coś* czego kompletnie się nie spodziewałem! Olbrzymia galeria, mnóstwo obrazów, a na środku scena, gdzie miała odbyć się videoopera. Coś niezwykłego! Niektórzy z Was znają moje zamiłowanie do grafiki, więc pewnie nie są zdziwieni. Połączenie tego wszystkiego z różnymi dźwiękami wydobywającymi się z instrumentów (i nietylko), robiło niesamowite wrażenie.
Te coś*, to XI Festiwal Sztuki Wysokiej w Bytomiu 2010. Pozycja obowiązkowa, dla osób artystycznie uduchowionych!
VideOpera - parę słów o niezwykłej zabawie obrazem i dźwiękiem
Na środku orkiestra, nad nią 3 olbrzymie ekrany. Zaczyna wydobywać się dźwięk.
Zaczęło się od podróży kolejką wąskotorową
Nie było tłumów, choć kolejka była darmowa. Dość spokojnie dojechałem na miejsce.
A tam była niezła zabawa!
Jakiś koleś bawił się w "Jestem Hardcorem"
Dziecięca wyobraźnia nie zna granic. Zbudowane Zoboty doskonale, to przedstawiają.
Wrażenia z wigili Industriady - Szyb "Prezydent" w Chorzowie.
Już w piątek zacząłem świętować Industriadę. Z kolegą wybraliśmy się do Chorzowa. Oczywiście głównym celem było zobaczenie Iluminacji szybu "Prezydent", w międzyczasie zimne piwo, a na deser spektakl pt. "Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny".
Impreza dla dziadków?
Takie było pierwsze wrażenie. Nie dużo osób, choć przy restauracji "Sztygarka" wszystkie miejsca były zajęte. W tle grał jakiś zespół, typowo dla starszych osób. Nie wiele myśląc, zrobiłem kilka zdjęć i szybko zmyliśmy się z tego miejsca.
Następne dwie godziny nie były nadzwyczaj inspirujące. Picie piwa, gdzieś na jakimś osiedlu i odganianie się od komarów. Nic nadzwyczajnego.
Niebo przybrało granatowy kolor, a my mogliśmy po raz kolejny zagościć pod szybem. Jakież było nasze zaskoczenie! Mnóstwo osób, młodzi, starsi, wszyscy! Wszyscy wyczekiwali na oświetlenie Szybu.
Nie chcieliśmy stać w jednym miejscu. Szybkim krokiem poszliśmy w okolice magazynu "Sztygarki", gdzie miał odbyć się spektakl. Tam też była zorganizowana galeria fotografii autorstwa Marka Lochera
Świetne zdjęcia, a na dodatek bardzo ładnie oświetlone. W większości przedstawiały śląskie pozostałości po kopalniach, czy też inne szarawe obrazy śląska. Robiły wrażenie.
Męczyło nas jedno. W jaki sposób dostaniemy się na "Cholonka", skoro przyszło mnóstwo osób, a magazyn nie był tak duży. Krótka rozmowa z dyrektorem teatru Korez (mieliśmy szczęście), który gra jedną z głównych ról w Cholonku wszystko wyjaśniła. Rozdane zostało 250 wejściówek, na dodatek z wyprzedzeniem jednodniowym.
Pozostało nam wyczekiwać na iluminację. W końcu! Z 20 minutowym opóźnieniem rozpoczął się pokaz. Piękne światła zaczeły oświetlać Szyb, a w tym samym momencie poleciały fajerwerki. Warto było czekać.
Zaraz po tym wydarzeniu wszyscy rzucili się w stronę magazynu. My, bogatsi o rozmowę z Dyrektorem, widząc te tłumy, nawet nie staraliśmy się o wbicie do środka. Zrezygnowaliśmy ze spektaklu. Doszliśmy do wniosku, że ten spektakl jest dużo lepszy w kameralnej atmosferze, jaką potrafi zaoferować tylko Teatr Korez.
Komentarz: Niestety mój aparat jest uszkodzony. Na zdjęciach pojawiają sie dziwne paski. Z tego powodu pożyczyłem aparat od kolegi. Zaowocowało to mnóstwem nieudanych zdjęć ;/. Czas zainwestować w jakiś lepszy sprzęt.
Już w piątek zacząłem świętować Industriadę. Z kolegą wybraliśmy się do Chorzowa. Oczywiście głównym celem było zobaczenie iluminacji szybu "Prezydent", w międzyczasie zimne piwo, a na deser spektakl pt. "Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny".
Impreza dla dziadków?
Takie było pierwsze wrażenie. Nie dużo osób, choć przy restauracji "Sztygarka" większość miejsc była zajęta. W tle grał jakiś zespół, typowo dla starszych osób. Nie wiele myśląc, zrobiłem kilka zdjęć i szybko zmyliśmy się z tego miejsca.
Następne dwie godziny nie były nadzwyczaj inspirujące. Picie piwa, gdzieś na jakimś osiedlu i odganianie się od komarów. Nic nadzwyczajnego.
Po jakiś czasie niebo przybrało granatowy kolor, a my mogliśmy po raz kolejny zagościć pod szybem. Jakież było nasze zaskoczenie! Mnóstwo osób, młodzi, starsi! Wszyscy wyczekiwali na oświetlenie Szybu. Nie chcieliśmy stać w jednym miejscu. Szybkim krokiem poszliśmy w okolice magazynu "Sztygarki", gdzie miał odbyć się spektakl. Tam też była zorganizowana galeria fotografii autorstwa
Marka Lochera.