Myślisz, że osoby, które spędzają sylwestra w teatrze, w "kulturalny" sposób oglądający spektakl, są tak samo kulturalni? Przeczytaj, a zrozumiesz.
Zaznaczam:
Nie chcąc nikogo obrażać, nie będę wymieniał nazwy tego teatru, ani nazwy miasta. w tym momencie nie jest to ważne i nie trzeba się na tym skupiać. Dociekliwi znajdą pewnie informacje na Blipie, czy gdzie indziej ;).
Byłem idealnym obserwatorem. Stałem na uboczu, spokojnie przyglądając się wszystkim "inteligentom". Lans, jakich mało. Osoby w różnym wieku, podobno "teatromani". Najczęściej starsze małżeństwa i pary w średnim wieku.
Odziali mnie w białą koszulę, czarne spodnie, zapaskę, muszkę, eleganckie buty i mogłem w tym wszystkim brać udział, jako... uwaga, uwaga... jako kelner ;). Pierwszy raz i nie żałuję, bo bogatszy o kolejne doświadczenia.
Nie będę pieprzył głupot, jak było w pracy (fajnie - tyle wystarczy), powróćmy lepiej do tematu.

Przychodzą goście. Wielce kulturalne Państwo, czujące się ważniejsze od wszystkich. Główną atrakcją tego wieczoru jest spektakl. Osoby spędzające tam Sylwestra do ostatniej chwili nie znają tytułu przedstawienia (ukrywane jest w niespodziance). Wchodzą na salę. W ciągu dziesięciu minut dochodzą jeszcze spóźnieni goście.
Po ok. 40 minutach ze spektaklu wychodzą, trzy starsze babki w średnim wieku. Tak się zdarzyło, że się na nie natknąłem. Mijając mnie, jedna z nich odezwała się swoim piskliwym, udawanym głosem:
"My tylko na papieroska, do kibelka" - tu już się wkur.. co to gimnazjum? Nawet my pracownicy, wychodziliśmy na zewnątrz. Chyba trochę szacunku wypada mieć do teatru? W szczególności, że nie mają one po 15lat.
Nie dziwię się. W końcu ktoś kto ma sztuczny akcent, nie będzie miał prawdziwego poczucia estetyki. Tej sztucznej kultury każdy potrafi się wyuczyć na pamięć.
Mija czas. Za chwilę nastąpi przerwa w spektaklu, czas na poczęstunek. U góry na korytarzu jest nakryty szwedzki stół. Wszystko ma być w formie bankietu, czyli na stojąco. Jedynie szczęściarze sobie usiądą, bo miejsc siedzących jest około 30. Niektórzy z kelnerów przygotowują się do nalewania herbaty, kawy, czy też zupy. Zostałem wyznaczony do noszenia tacy i zbieranie talerzyków, filiżanek itd.
Pojedyncze pary wychodzą 10 minut przed przerwą, choć spektakl trwa! Gdzie szacunek do aktorów? Nieco zawstydzeni podchodzą do stołów i jak gdyby nigdy nic nakładają obficie jedzenia i wygodnie rozsiadają się na sofach. Wybija 23.30, zaczyna się oficjalna przerwa. Wychodzą tłumami, dość szybkim krokiem. Wiedzą co ich czeka. 300 osób na ten nie wielki ok. 10 metrowy stół. Olbrzymi tłum przy stołach, wszyscy się pchają i narzekają na samych siebie.
Uważnie przyglądałem się wszystkiemu. Jedynie nieliczni stanęli sobie przy ścianach i kulturalnie czekali, aż zrobi się mniejszy tłok. Mija około 15 minut.
Wszyscy w najlepsze rozmawiają i jedzą. Wydawać by się mogło, że w większości osoby będą tylko kosztować w niewielkich ilościach. A jednak nie! Czuć tutaj, tę naszą Polskość. Polak zapłacił, to Polak weźmie tyle ile się da.
NAJLEPSZA CZĘŚĆ
Robi się gorąco, niektórzy się irytują, bo rzeczywiście jest mało miejsca. Gdzieś obok mnie przechodzi pewna babka i z wielkim żalem, komentuje aktorsko cienkim, piskliwym głosem: "mkhm, szachrajstwo!". Jakaś inna odchodzi ze stołu i mówi do męża "Wiesz co Tadziu, wzięłam te ciasto w paluszki, bo zabrakło talerzyków, dam Ci trochę, co?". Tak, też można, z małym ale, raczej na weselach, gdzie są sami swoi...
Kończy się przerwa. Dzwoni dzwonek, zapraszający na spektakl. Raz, drugi, trzeci. "Teatromani" bawią się w najlepsze, ani nie myślą iść na spektakl! Zbieram talerzyki w najlepsze. Aż tu nagle odzywa się głos jednego z aktorów przedstawienia, który w końcu sam musiał gości zaprosić. Wszyscy się rzucili! Talerzyki, filiżanki, pokładli wszędzie! Dosłownie wszędzie! Oj, mało macie tej szczerej kultury...
Nie miałem czasu się temu przyglądać, bo szybko poszliśmy po tace z szampanami. Trzeba było w końcu o 0.00 rozdać je wszystkim gościom.
Dopiero, kiedy wróciłem, coś mnie aż tknęło! Tak, jakby tajfun przeszedł. Talerzyki, szklanki z resztkami jedzenia leżały pomiędzy potrawami, widać niektórzy przyssali się do tego stołu. Jestem ciekaw, kto wpadł na genialny pomysł, żeby kłaść filiżanki po kawach (nie które Z KAWĄ) na barierce? Wystarczyło palnąć ją paluszkiem, a już ładnie by spadła w dół.
Szkoda gadać. Znaleźli się niewychowani inteligenci, którzy zawsze udawali, że świecą przykładem... Teraz też chcieli, bo bez wódeczki, tak kulturalniej. A, tu całkowitych podstaw brak!
Wybaczcie, nigdy nie spędzę sylwestra "na wysokim poziomie" w Teatrze. Wolę normalnych ludzi, przy czystej niż takich udawanych "inteligentów", przy lampce szampana i kieliszku wytrawnego wina. To nie był bal przebierańców, a tu się okazało, że jednak wielu miało poubierane maski...
foto by teatralia.com.pl
