Wrażenia z wigili Industriady - Szyb "Prezydent" w Chorzowie.
Już w piątek zacząłem świętować Industriadę. Z kolegą wybraliśmy się do Chorzowa. Oczywiście głównym celem było zobaczenie Iluminacji szybu "Prezydent", w międzyczasie zimne piwo, a na deser spektakl pt. "Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny".
Impreza dla dziadków?
Takie było pierwsze wrażenie. Nie dużo osób, choć przy restauracji "Sztygarka" wszystkie miejsca były zajęte. W tle grał jakiś zespół, typowo dla starszych osób. Nie wiele myśląc, zrobiłem kilka zdjęć i szybko zmyliśmy się z tego miejsca.
Następne dwie godziny nie były nadzwyczaj inspirujące. Picie piwa, gdzieś na jakimś osiedlu i odganianie się od komarów. Nic nadzwyczajnego.
Niebo przybrało granatowy kolor, a my mogliśmy po raz kolejny zagościć pod szybem. Jakież było nasze zaskoczenie! Mnóstwo osób, młodzi, starsi, wszyscy! Wszyscy wyczekiwali na oświetlenie Szybu.
Nie chcieliśmy stać w jednym miejscu. Szybkim krokiem poszliśmy w okolice magazynu "Sztygarki", gdzie miał odbyć się spektakl. Tam też była zorganizowana galeria fotografii autorstwa Marka Lochera
Świetne zdjęcia, a na dodatek bardzo ładnie oświetlone. W większości przedstawiały śląskie pozostałości po kopalniach, czy też inne szarawe obrazy śląska. Robiły wrażenie.
Męczyło nas jedno. W jaki sposób dostaniemy się na "Cholonka", skoro przyszło mnóstwo osób, a magazyn nie był tak duży. Krótka rozmowa z dyrektorem teatru Korez (mieliśmy szczęście), który gra jedną z głównych ról w Cholonku wszystko wyjaśniła. Rozdane zostało 250 wejściówek, na dodatek z wyprzedzeniem jednodniowym.
Pozostało nam wyczekiwać na iluminację. W końcu! Z 20 minutowym opóźnieniem rozpoczął się pokaz. Piękne światła zaczeły oświetlać Szyb, a w tym samym momencie poleciały fajerwerki. Warto było czekać.
Zaraz po tym wydarzeniu wszyscy rzucili się w stronę magazynu. My, bogatsi o rozmowę z Dyrektorem, widząc te tłumy, nawet nie staraliśmy się o wbicie do środka. Zrezygnowaliśmy ze spektaklu. Doszliśmy do wniosku, że ten spektakl jest dużo lepszy w kameralnej atmosferze, jaką potrafi zaoferować tylko Teatr Korez.
Komentarz: Niestety mój aparat jest uszkodzony. Na zdjęciach pojawiają sie dziwne paski. Z tego powodu pożyczyłem aparat od kolegi. Zaowocowało to mnóstwem nieudanych zdjęć ;/. Czas zainwestować w jakiś lepszy sprzęt.
Już w piątek zacząłem świętować Industriadę. Z kolegą wybraliśmy się do Chorzowa. Oczywiście głównym celem było zobaczenie iluminacji szybu "Prezydent", w międzyczasie zimne piwo, a na deser spektakl pt. "Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny".
Impreza dla dziadków?
Takie było pierwsze wrażenie. Nie dużo osób, choć przy restauracji "Sztygarka" większość miejsc była zajęta. W tle grał jakiś zespół, typowo dla starszych osób. Nie wiele myśląc, zrobiłem kilka zdjęć i szybko zmyliśmy się z tego miejsca.
Następne dwie godziny nie były nadzwyczaj inspirujące. Picie piwa, gdzieś na jakimś osiedlu i odganianie się od komarów. Nic nadzwyczajnego.
Po jakiś czasie niebo przybrało granatowy kolor, a my mogliśmy po raz kolejny zagościć pod szybem. Jakież było nasze zaskoczenie! Mnóstwo osób, młodzi, starsi! Wszyscy wyczekiwali na oświetlenie Szybu. Nie chcieliśmy stać w jednym miejscu. Szybkim krokiem poszliśmy w okolice magazynu "Sztygarki", gdzie miał odbyć się spektakl. Tam też była zorganizowana galeria fotografii autorstwa
Marka Lochera.
Były to świetne zdjęcia, a na dodatek bardzo ładnie oświetlone. W większości przedstawiały portrety utraconego krajobrazu. Robiły wrażenie.
Męczyło nas jedno. W jaki sposób dostaniemy się na Cholonka, skoro przyszło mnóstwo osób, a magazyn nie był tak duży. Krótka rozmowa z dyrektorem teatru Korez (mieliśmy szczęście), który gra jedną z głównych ról w Cholonku wszystko wyjaśniła. Rozdane zostało 250 wejściówek, na dodatek z wyprzedzeniem jednodniowym.
Nie pozostało nam nic innego, jak wyczekiwanie na iluminację. Odganialiśmy się tylko od komarów, aż w końcu z 20 minutowym opóźnieniem rozpoczął się pokaz! Piękne światła zaczeły oświetlać Szyb, a w tym samym momencie poleciały fajerwerki. Warto było czekać.
Zaraz po tym wydarzeniu wszyscy rzucili się w stronę magazynu.
My, bogatsi o rozmowę z dyrektorem, widząc te tłumy, nawet nie staraliśmy się o wbicie do środka. Zrezygnowaliśmy ze spektaklu. Doszliśmy do wniosku, że te przedstawienie jest dużo lepsze w kameralnej atmosferze, jaką potrafi zaoferować tylko Teatr Korez.
Niestety mój aparat jest uszkodzony. Na zdjęciach pojawiają sie dziwne paski. Z tego powodu pożyczyłem aparat od kolegi. Zaowocowało to mnóstwem nieudanych zdjęć ;/. Czas zainwestować w jakiś lepszy sprzęt.
